Wspomnienie Jacka Scotta

Płatki śniegu leniwie opadały ku ziemi. Zatrzymywały się na nagich gałęziach drzew, które uginały się pod ich ciężarem. Pokryły już całą ziemię, tworząc ogromne zaspy.

Pomiędzy nimi biegł szary wilk. Nie wyglądał groźnie, lecz wzbudzał litość. Zauważyłem, że kulał. Jego tylna łapa krwawiła i pozostawiała czerwone plamy na białym puchu. Wydawało się, że przed czymś lub kimś ucieka.

Przybiegł do mnie. Powstrzymałem go przed skokiem, który chciał wykonać i kazałem zostać na śniegu. Zerknął do tyłu, a potem na mnie przynaglającym wzrokiem.

– Spokojnie, Dake, jesteś ranny. – Przykucnąłem przy nim i przyjrzałem się ranie. – Nie wygląda to dobrze.

Prychnął, jakby mówiąc: „Co ty nie powiesz?”.

– Wiem, wiem, ale jakoś sobie z tym poradzę. Dasz radę iść?

Podniósł dumnie łeb i przemaszerował kilka kroków, próbując ukryć kuśtykanie.

– Dobra, chodź, tylko uważaj na łapę. – Uśmiechnąłem się, ale po chwili spoważniałem. – Jak do tego doszło? Myślałem, że został wprowadzony zakaz używania potrzasków.

– Został. – Usłyszałem za sobą szczęknięcie. – Jednak nie każdy się do nich stosuje. Odwróć się Jack i odsuń od tej bestii.

Zatrzymałem się i stanąłem twarzą do mówiącego, jednocześnie zasłaniając własnym ciałem wilka. Mężczyzna celował we mnie ze swej strzelby. Był młody, miał zaledwie parę lat mniej ode mnie. Jego kruczoczarne włosy opadły na oczy. Odgarnął je niecierpliwym ruchem, co zwróciło moją uwagę na rozszarpany rękaw kurtki. Ciemnoczerwone plamy na materiale mówiły o tym, że nie tylko materiał ucierpiał w starciu, w którym człowiek brał udział.

W jego oczach pojawił się gniewny błysk.

– On nie jest bestią, Greg – powiedziałem, podnosząc ręce w pojednawczym geście. – Opuść broń.

– To wytłumacz mi, kto mnie zranił.

Zrobiłem krok w jego stronę.

– Przecież to powierzchowna rana, mogę się nią zająć nawet teraz. – Zbliżyłem się o kolejne parę kroków.

– Stój. – Jego ręce się trzęsły. Wiedziałem, że do mnie nie strzeli. – Nie ruszaj się – zadrżał mu głos, a oczy spoglądały niepewnie.

– Spokojnie, Greg. – Stanąłem zaledwie na wyciągnięcie ręki od lufy. Wykonałem szybki ruch, wyrywając mu broń z rąk i odrzuciłem za siebie. Upadła miękko na śnieg. Mężczyzna nie ruszył się, by ją podnieść. Opuścił ręce wzdłuż ciała, spuścił głowę. Wyglądał niewinnie, tak jakby przed chwilą w ogóle nie mierzył do mnie ze strzelby.

Poczułem szturchnięcie w nogę. Odwróciłem głowę. Wilk podszedł i patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem, jakby zastanawiając się, co się wydarzyło. Przykucnąłem obok niego i poklepałem go po łbie, na co warknął cicho.

– Zaatakował mnie – usłyszałem cichy głos. – Otworzyłem potrzask, a on się na mnie rzucił.

Podniosłem wzrok na Grega. Uniósł głowę i popatrzył z wyrzutem na zwierzę stojące obok mnie.

Wilk podkulił ogon, uszy przyległy płasko do głowy. Wydawało się, jakby zrozumiał, o czym mowa i postanowił okazać skruchę. Wiedział, że popełnił błąd.

– Nie musiałeś używać broni – powiedziałem.

– Prawie rzucił mi się do gardła – podniósł głos o ton.

– Greg…

– Chciał mnie zabić… – Zacisnął dłonie w pięści.

– Greg, uspokój się. – Podniosłem rękę, nie pozwalając sobie przerwać. – Weź głęboki oddech. Tak lepiej. Wiesz dobrze, że Dake nikogo nie skrzywdzi, dopóki nie czuje się zagrożony.

– Miałem zamiar go uwolnić, a nie zabijać.

– Byłoby prościej, gdybyś zaczął od początku.

Westchnął ciężko.

– Dobra. Szłem przez las…

– Szedłem – poprawiłem go automatycznie.

Rzucił mi wściekłe spojrzenie.

– Szedłem i zauważyłem wilka, którego łapa utknęła w potrzasku. Przyłożyłem broń do ramienia i ostrożnie podszedłem – przesadnie zaakcentował ostatnie słowo – do niego. Gdy zauważyłem, że to Dake, odłożyłem strzelbę i go uwolniłem, po czym on rzucił się na mnie i obaj wylądowaliśmy na śniegu. – Spojrzał oskarżycielsko na wilka, który próbował ukryć się przed jego wzrokiem. – Udało mi się sięgnąć po broń i zepchnąłem go, ale przeorał mi ramię pazurami, a potem uciekł.

– A ty go goniłeś, grożąc śmiercią.

– Zaatakował mnie…

– Pokaż lepiej ramię. Nie wygląda tak źle, kurtka wzięła na siebie większość obrażeń. Nic ci nie jest, ale następnym razem nie zbliżaj się do rannego zwierzęcia, dobra? – Niemrawo pokiwał głową. – Dzięki, że mu pomogłeś. – Uśmiechnąłem się i podałem Gregowi kawałek białego materiału. – Trzymaj i przyłóż to do rany. – Wykonał polecenia, a ja obandażowałem jego ramię.

– Dzięki, Jack.

– Gdy wrócimy, lepiej się tym zajmę. A co do ciebie – zwróciłem się do wilka. – Twoja łapa nie ma się aż tak dobrze. Zaniosę cię do… – Wilk stanął w postawie obronnej i zawarczał, pokazując rząd ostrych zębów. – Dake, wiesz, że tak będzie lepiej. – Zwierzę jednak nie miało zamiaru zmienić zdania. – W porządku, jak tam sobie chcesz. – W oczach wilka zobaczyłem wyraz nieskrywanego triumfu. – Pozwól przynajmniej, że ją opatrzę. – Wyciągnąłem z torby bandaż i zrobiłem prowizoryczny opatrunek, który miał wytrzymać tylko do naszego powrotu do domu. – Tak lepiej. Chodźmy.

Greg podniósł swoją broń i przewiesił ją przez ramię. Ruszyliśmy ścieżką w kierunku naszej chaty. Dake szedł obok mnie, podskakując na tylnej łapie. Jego pysk wyrażał cierpienie, ale starał się go nie okazywać. Natomiast Greg znów wpatrywał się w swoje buty. Polowanie chyba go nie usatysfakcjonowało.

– Udało ci się coś złapać? – zapytałem, przerywając nieznośną ciszę.

– Tak, ale moja zdobycz została przy sidłach, gdy kogoś uwalniałem – ostatnie słowa rzucił w stronę wilka.

– Też nie miałem udanych łowów, czyli znów obędziemy się bez mięsa. Może jutro się uda – próbowałem podnieść towarzysza na duchu.

– Może…

Zapadła cisza, podczas której zagłębiłem się myślach. Zastanawiałem się, czy nie przegapiłem żadnych wnyków. Pamiętałem każdą norę, przy której je zastawiałem. Zatrzymałem się nagle, przypominając sobie o jednej. Tamtą jamę zauważyłem przypadkiem, ale postanowiłem tam też zostawić wnyki, jednak nie sprawdziłem, czy nadal są puste.

– O co chodzi, Jack? – Greg i Dake wyglądali na zmartwionych, ale ten drugi był również zaciekawiony.

– Może jednak przyniesiemy trochę mięsa – powiedziałem tylko i pognałem w stronę króliczej nory, a Greg ledwo dotrzymywał mi kroku.


Pozostałe części:

cz. 1: Wiewiórka w pociągu cz. I

cz. 2: Wiewiórka w pociągu cz. II

cz. 4: Wilk mym kompanem

cz. 5: W celi więziennej

cz. 6: Dzieciństwo Jacka Scotta cz. I

cz. 7: Dzieciństwo Jacka Scotta cz. II

cz. 8: Spotkanie po latach

cz. 9: Opowieść Nicka cz. I

37 myśli na temat “Wspomnienie Jacka Scotta

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: